Tłumaczenie: Zbigniew Kościuk. 832 strony. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2014.

Lubię powieści i filmy katastroficzne czy postapo. Dlatego na powieść „Przejście” miałem chrapkę już dawno. W końcu udało mi się przeczytać. I stwierdzam, że jednak „Droga”, „Bastion” czy „Wędrowiec” to ciągle niedoścignione wzory. Nie bez kozery wspominam te tytuły, bowiem „Przejście” czerpie z klasyki całymi garściami. Dodajmy do tego wątki z „Drakuli” i kilku innych klasyków, a będziemy mieli obraz tego co autor przekazuje w swej powieści. Na szczęście dość zręcznie te wątki miesza i pokazuje współczesną opowieść o wampirach – nie metroseksualnych, romantycznych „zmierzchowych” wampirach, lecz tych strasznych… takich swojskich dla miłośników prawdziwej grozy. Opasłe tomiszcze, podzielone na trzy części fabularne, stanowi niezłą lekturę. W pierwszej części – dziejącej się w nieodległej przyszłości obserwujemy poczynania agenta FBI Brada Wolgasta. Ma on za zadanie dostarczyć dwunastu skazanych na śmierć przestępców do ośrodka armii USA, gdzie eksperymentuje się z pradawnym wirusem, odkrytym w południowoamerykańskiej dżungli. Wirus ten zdaje się lekiem na wszelkie choroby które trapią ludzkość. Jednak użyty na skazańcach wywołuje niespodziewany skutek – oto zarażeni przestępcy przemieniają się w istoty które jak żywo przypominają wampiry. Wolgast ma jeszcze jedną osobę dostarczyć do laboratorium – to Amy, sześcioletnia dziewczynka porzucona przez matkę… Jednak Amy nie jest zwykłą dziewczynką…

Po tragicznych w skutkach wydarzeniach wirus zaczyna się rozprzestrzeniać na całym świecie. Nastaje „rok zero”, rok w którym ludzkość niemal przestaje istnieć. Druga część powieści zaczyna się 92 lata później. Niewielka kolonia – niecałe sto osób – staje na krawędzi katastrofy: urządzenia produkujące prąd, te ze „starych czasów” zaczynają nawalać, a prąd jest niezbędny by oświetlić kolonię w nocy – światło bowiem to jedyne co może zatrzymać „wirole” – niemal nieśmiertelne ofiary wirusa. Pewnego dnia u wrót osady staje kilkunastoletnia dziewczyna… to Amy, którą poznaliśmy w pierwszej części opowieści. Jej pojawienie zwiastuje wielkie zmiany które czekają bohaterów książki. Wkrótce będą musieli wyruszyć w pełną niebezpieczeństw podróż by poznać prawdę o zarazie. Szybko okaże się, że nic nie jest takie jak im do tej pory się zdawało… Justin Cornin w swojej powieści pokazuje nam świat po zagładzie – świat spójny, ciekawie opisany. Można się przyczepić tego, że o ile pierwsza część powieści jest pełna dynamizmu, wyraźnych postaci i nie sposób się przy niej nudzić, o tyle w drugiej części akcja zwalnia, bohaterów okazuje się za dużo, każdy z nich ma jakąś historię, a nie każdy jest ważny w dalszej akcji. Potem tempo znowu przyśpiesza, ąż do finału – mistycznego, zaskakującego i otwierającego historię dalej (drugi tom „Przejścia” – „Dwunastu” – jest dostępny w Polsce, premiera trzeciego – „Miasto Luster” – zapowiedziana na 2018). Polecam powieść – to kawałek niezgorszej opowieści. Nie dorównuje może wymienionym wcześniej klasykom, ale też autor nie ma się czego powstydzić.

Leave a Reply