Tłumaczenie: Jerzy Żebrowski, 512 stron. Wydawnictwo Albatros, rok wydania 2015.

„Linia krwi” to ósma powieść z najsłynniejszego cyklu Jamesa Rollinsa „Sigma”. Po raz kolejny spotkamy bohaterów, których dobrze znamy i lubimy. Tym razem oś akcji kręci się wokół odwiecznego marzenia ludzi o nieśmiertelności. Sięgająca tysiące lat wstecz intryga osnuta wokół legendarnego skarbu Bachal Isu pędzi już od pierwszych stron w zawrotnym tempie. Oto w Somalii zostaje uprowadzona przez piratów młoda kobieta w zaawansowanej ciąży. Porywaczom jednak nie zależy na okupie, a na nienarodzonym dziecku. Niewiele osób wie, że kobieta ta to córka prezydenta Stanów Zjednoczonych. Komandor Gray Pierce z Seichen i nieodłącznym Kowalskim, a także zupełnie nietypowi sprzymierzeńcy, ruszają w ślad za porywaczami. Jednocześnie ich szef musi rozwiązać zagadkę Gildii – największego przeciwnika Sigmy. A wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Gildią włada od wielu lat rodzina obecnego prezydenta… Splot okoliczności doprowadzi do ostatecznej konfrontacji, której wynik do samego końca pozostanie niepewny.

Po znakomitym początku serii i obniżeniu lotów w kolejnych książkach James Rollins po raz kolejny podnosi poprzeczkę. „Linia Krwi” to bardzo dobra powieść przygodowa. Widać tutaj, że autor chciał oddać hołd weteranom wojennym, widać też, że dalej potrafi swoimi opowieściami wciągać czytelnika. I na czas lektury znowu człowiek staje się małym dzieckiem z wypiekami na twarzy śledzącym przygody swoich ulubionych bohaterów. Że to może trochę infantylna rozrywka? Pewnie tak. Ale w swoim gatunku to jednak rozrywka najwyższej próby.

Co można zarzucić – o ile w pierwszych powieściach cyklu wątek historyczny był pierwszoplanowy, tak tutaj historia legendarnego kostura Bachal Isu i Zakonu Templariuszy jest tutaj niemal zupełnie nie ruszony. Więcej tutaj badań nad DNA, nowoczesnych broni i techniki rodem z powieści s-f (aczkolwiek sam autor na końcu powieści opowiada o tym, że wszystkie techniki które opisał są prawdziwe lub właśnie w trakcie badań). Szkoda, bo przecież za te historyczne podstawy książki Rollinsa bardzo polubiłem. Polecam „Linię Krwi” wszystkim, którzy mają ochotę na kilka godzin pogrążyć się w świecie niczym nieskrępowanej przygody i fantazji. To naprawdę dobry odpoczynek dla zmęczonego codziennością umysłu.

Leave a Reply