Przekład: Danuta Górska. Wydawnictwo Albatros, liczba stron: 576, rok wydania 2014.

Stephena Kinga uwielbiam. Uważam go za prawdziwego króla horroru. Ale z książki na książkę coraz mniej lubię go czytać. Paradoks? Pamiętam pierwsze spotkania z literaturą SK – „Lśnienie”, „Carrie”, „Miasteczko Salem”. Te powieści powodowały drżenie serca i atawistyczny strach przy czytaniu. Każda kolejna powieść to dawka niesamowitych emocji. A potem przyszła cieniutka „Pokochała Toma Gordona” i z coraz większym krytycyzmem patrzyłem na to co tworzy mój idol. Ostatnie – „Doktor Sen” jeszcze był niezły, „Joyland” – jeszcze nie przebrnąłem. I najnowsza – „Pan Mercedes”. Historia o tym jak to emerytowany gliniarz, Bill Hodges, dostaje list od mordercy, który zabił kilka osób wjeżdżając w tłum bezrobotnych ukradzionym mercedesem. Nierozwiązana sprawa ciążyła Hodgesowi, a list od sprawcy – nazwanego Panem Mercedesem – sprawia, że nasz bohater zaczyna prowadzić własne śledztwo. I niby wszystko jest ok, jest sprawca, jest ciekawe śledztwo… ale czytając tą książkę miałem cały czas wrażenie, że po pierwsze wszystko to już było i to w dużo lepszym wydaniu, po drugie cała akcja i opisy są infantylne (trochę przypomina to powieść dla młodzieży). Stephen King po prostu stracił swój pazur. Takie odnoszę wrażenie. Bohaterowie na siłę werbowani i opisywani, ciężko ich polubić i się do nich przekonać. Dlatego nieszczęścia które ich spotykają nie robią wrażenia, nie przejmujemy się nimi. Wydarzenia mocno naciągane, zakończenie robione jakby w pośpiechu… to nie jest King którego polubiłem kiedyś. „Pan Mercedes” nie jest złą książką – mimo wszystko historia jest ciekawa i jednak pisarz dobry. Ale więcej po tą powieść Kinga nie sięgnę. Raczej wrócę do dawnych książek Mistrza, tych horrorów które pochłaniałem z wypiekami na twarzy.

Leave a Reply